Otwierają się drzwi, listonosz wchodzi, jakby tu mieszkał. W przedpokoju czekała Marta. Miała może dwadzieścia siedem, dwadzieścia osiem lat. Ładna. Brunetka. Kształtna. Pewnie w lepszych czasach i lepszym miejscu byłaby modelką.
Bohun wręczył jej rentę, która była przeznaczona dla jej matki. Wzięła pieniądze, pokwitowała odbiór. Oparła się o komodę, nad którą stało lustro. Zaczerpnęła powietrza, jakby miała coś powiedzieć. Była cholernie zmęczona. Miała podkrążone oczy. Mimo swojego młodego wieku, we włosach prześwitywały siwiejące pasemka.
-Jak mama?- spytał beznamiętnie Bohun.
-Już nic nie kontaktuje... to już końcówka... – ukryła twarz w dłoniach- ale onkolog mówi mi to już od pół roku...... wczoraj kałem zwracała... nie... nie mogę...
Wskazała sąsiedni pokój:
- A tu jeszcze mały...Mówię ci, nie wyrabiam.
Bohun spojrzał na bawiącego się w sąsiednim pokoju 4- letniego Pawełka.Grało radio. Trwały wiadomości- nie było w nich ŻADNEJ pozytywnej informacji. Była za to wypowiedź jednego z polityków, że ludzie bez pracy sami są sobie winni.
-Wyłącz to- mruknął Bohun.
-Widzisz? Sami sobie winni...- Marta rozkleiła się- kurwa, jakim trzeba być człowiekiem, żeby coś takiego gadać...- jej rozklejenie przeszło we wściekłość- kurwa, z kombinatu mnie wyrzucili, bo kto zajmie się matką? Do sklepu nie pójdę, bo mały...kto z nim zostanie?
Nabrała powietrza, rzekła na wydechu:
- Ni w tę ni we wtę...nic, tylko bungee bez linki...
Schowała twarz w dłoniach. Nie płakała, nie miała już miejsca na łzy. Za dużo i za szybko je wylała. Bohun wyjął z kieszeni banknot 100- złotowy. Położył go na komodzie. Zdawkowo, jakby bał się, pogładził dziewczynę po włosach.
- Za wczorajsze...- wskazał głową na kasę.
Marta podniosła głowę i spojrzała na niego wzrokiem zbitego psa.
-Nie potępiasz mnie?
Bohun skrzywił się.
- Za co? Za to, że Dareczek cię zostawił, bo...
Wskazał na pokój, w którym leżała jej matka.
- ...się popierdoliło? Marta, daj spokój...
Nieoczekiwanie rzuciła mu się z wdzięcznością w ramiona. Jej ciałem wstrząsały łkania. Bezgłośny płacz. Po chwili dziewczyna uspokoiła się. Poprawiła włosy, obtarła twarz dłońmi.
- Chodź- powiedziała.
Chwyciła go za dłoń. Weszli do pokoju, w którym leżała jej matka. Choć Bohun wiedział, czego się spodziewać, widok tąpnął nim. Cała umiejętność niewyrażania emocji poszła w chuj...
Rozumiał, że rak wpierdala szybko, ale to co zobaczył, przerosło go samego. Pamiętacie widok Pawłowskiego z TVN, tuż przed śmiercią? Matka Marty wyglądała gorzej. W jej przypadku określenie „kości powleczone skórą” było zbyt daleko idącym komplementem.
Bohun patrzył na żywego trupa. Nafaszerowanego ogłupiaczami. Coś, co kiedyś było pełną życia i dobroci kobietą, teraz czekało na śmierć, podłączone do kroplówki. Przedmiot, który miał podtrzymywać jej życie, stał się przedmiotem jej tortur. Nie miała siły modlić się o śmierć. Samo myślenie powodowało, że eksplodował jej mózg.
Eutanazja.
Bohun stał i czuł, jak się rozpada. Bezsilny. Obok stała Marta i wtulony w jej nogę Pawełek. Milczenie. Cisza. Pustka w głowie.
„Ludzie bez pracy sami są sobie winni...”
Bohun i Marta już mieli wychodzić z pokoju...
Matka rzygnęła....
Jakby pod ciśnieniem wytrysnęła z niej maź krwi, kroplówki i kału...
Rzecz jasna kontynuujemy po dłuższej przerwie "Słownik polsko- polski".
Nieobecność ma to efekt zawirowań personalno zawodowych, oraz pewnych przygotowań, na pewno nie związanych z siecią, czy coś tam, ani tym bardziej nie na wskutek tego, że długo myłem wannę, choć ten odkamieniacz to jednak taki sobie jest. Ano.
Dobra, jedziemy dalej z tym słownikiem:
1. apacze - a tak przyglądam się
2.polowy- ten wicepremier
3.robotnik- niewolnik
4.twierdzenie- myślę, że nie
5.wysiąść- siadajcie
6.pokrywający- zamykacz pokrywy
7.wyleczony- grzecznościowe pytanie o zdrowie
8.bez zmian- roślina nadziei
9.ratyfikować- ang. imprezujące szczury
10.ratyfikacja- śmieszne spłacanie kredytu
11.plombować- dentysta
12.otwartość- na widok cennego przedmiotu
13.zawierzenie- za to idziemy do nieba
14.wyprzeć- pchajcie
15.wyróżnienie- nie, wy kwiatów nie dostaniecie
16.blaski- świecące ślicznotki
17.osada- tak, to ten owad
18.aromat- pojazd oficera okrętowego
19.olejek- na widok przedmiotu kuchennego
20.wonność- pachnąca kosteczka
21.PiSior- aktywista Prawa i Sprawiedliwości
22.honorarium- pomieszczenie, w którym oddaje się honory
23.gratyfikacja- przewracanie starych mebli
24.wynik- zdemaskowanie inspektora NIK
25.niepokój- korytarz
26.rozpocząć- produkcja jedynaka
27.zagajać- zalesiać
28.działanie- karabiny
29.łamigłówka- sadysta
30.szarada- cicho, zebranie
31.karoseria- np. w pokerze
32.suknie- odmowa przyjęcia samiczek
33.prącie- naciskają na ciebie
34.zamieszanie- ruchy łyżką
35.Oleksy- Aleksander S.
36.manierka- karetka pani Mani
37.policzek- forma płatności Apolonii
38.papieros- własność owadów438. palto- polecenie
39.popielnica- żona księcia Popiela
40.kołowrotek- tam to właśnie leży
41.łechtaczka- dwie czynności naraz
42.warto- na widok ukropu
43.genitalia- pas Eugenii
44.karteczka- zbiór pokut
45.życie- dupy
46.wypad- padajcie
47.szalenie- cicho nieroby
48.walizka- wieloryb o ładnym imieniu
49.skrzypek- odmiana ziela
Oczywiście muszę zwrócić uwagę, że to nie jest numer jeden, czy coś lecz od 351 do 399, albo coś w tym stylu. No dobra, czytajcie, uczcie się na pamięć.
Wiadomo – niski budżet i dobre wypromowanie tego faktu, to prosta droga do sukcesu. Ten niski budżet w przypadku Dystryktu, to 37 baniek zielonych. Dużo? Mało? Jakie to ma znaczenie – za te ponad 100 milionów złotych można zrobić film dobry i badziewiasty. Autorom Dystryktu 9 udało się zrobić film dobry. Jeśli jeszcze wziąć pod uwagę, że pełno w nim efektów specjalnych, znanych z najdroższych produkcji, a połowa filmu jest zrobiona w technice komputerowej, to wydaje się, że jest wart każdego wydanego centa.
A teraz zapytajcie, dlaczego to jest dobry film?
Nie wiem. Nie potrafię na to odpowiedzieć, chociaż mam pewne podejrzenia.
Przez pół filmu miałem go dosyć, przez następne siedziałem wbity w fotel. I mam wrażenie, że autorzy tego filmu tak sobie to zaplanowali.
Nachalna narracja z pierwszej części, miks ujęć paradokumentalnych, broadcastowych i filmowych, szybki montaż powodują, że widz czuje się jak na karuzeli. Jednak w miarę uzyskiwania orientacji, w miarę wchodzenia w opowieść, narracja uspokaja się, ujęcia wydłużają, chociaż film właśnie wtedy nabiera tempa.
Wikus van der Merwe – główny bohater mający urok i aparycję Jasia Fasoli (rewelacyjny Sharlto Copley), od początku skazany na rolę kozła ofiarnego, w miarę postępu akcji staje się... po prostu człowiekiem.
Półgłówek, wesołkowaty urzędas, którego nikt nie traktuje poważnie zostaje wplątany w sytuację, która waży na szali jego osobisty los i perspektywy obcych, a tak naprawdę, chodzi o miliardy zysku dla przemysłu zbrojeniowego. W komunikatach mediów Wikus staje się zdrajcą ludzkości, żona nie wie co o tym sądzić, a boss miejscowej mafii pragnie skonsumować jego ramię.
Ale wbrew temu co można by sądzić po takiej zwariowanej, poplątanej fabule, w filmie nie ma nic nowego – poszczególne fragmenty są wyjęte z różnych znanych historii. Charaktery dosyć sztampowe i przewidywalne, obcy (to moim zdaniem jedyna wada filmu) zostali wyobrażeni jako humanoidy. Zakończenie właściwie też daje się przewidzieć. Skąd zatem wrażenie, że Dystrykt 9 jest taki fajny, taki świeży?
W różnych recenzjach czytałem o uniwersalnym przesłaniu, jakie niesie ten film. Więc może to właśnie o uniwersalizm chodzi?
Hm... akurat dla mnie to aspekt bez znaczenia. Podobną historię można by opowiedzieć o Indianach w rezerwacie, albo o Żydach w babilońskiej niewoli. Byłaby równie uniwersalna, ale można by ją opowiedzieć dobrze, albo nijak.
Siłą Dystryktu 9, moim zdaniem, jest kompletna, skończona historia, opowiedziana w sposób niezwykle intrygujący.
Chciałbym umieć tak pisać, jak ten film jest nakręcony.
pierwszy raz zobaczyłem to zdjęcie na okładce wydanej w 1992 roku płyty "Grave Dancers Union" zespołu Soul Asylum ...
kapeli udało się wbić w trend grandzowy z piosenką "Runaway Train" ... choć panowie grali wtedy już od ładnych paru lat i mieli kilka dobrych płyt na koncie to nie wypłynęli już potem na komercyjne wody ...
moją uwagę zwróciła jednak nie muzyka, ale okładka wspomnianej płyty. "przeznaczenie zstępuje ku rzece prowadząc dwoje niewinnych dzieci". wtedy nie wiedziałem, że tak jest zatytułowana ta fotografia . nie miałem też pojęcia o tym, kto ją wykonał.
dopiero po paru latach, już na studiach, natknąłem się przypadkiem, w czytelni humanistycznej UMCS, na jakiś album ze zdjęciami czeskich fotografów i w nim było zdjęcie z okładki Aoul Asylum ... "osud sestupuje k řece a vede dvě nevinné děti".
zdjęcie wykonał w 1970 roku czeski fotografik Jan Saudek. ma ono w sobie niesamowity ładunek smutku, wręcz beznadziei ... ale chyba dzięki temu budzi takie emocje ... ręczne kolorowanie tylko potęguje melancholię...
moim zdaniem jedna z najpiękniejszych fotografii ever
miałem napisać coś więcej o Saudku, ale lepiej przeczytać ten wywiad z mistrzem...
p.s. zdjęcia Jana Saudka wykorzystano na okładkach płyt m. in. takich artystów jak Daniel Lanois, Darzmat, Beautiful South, Aethyria...
I pozytywne zaskoczenie mnie ogarnęło, film jest co najmniej niezły. Major to pięknie określił "niemal udany", wypada mi się z tym określeniem tylko zgodzić, jak zresztą z większością jego spostrzeżeń, ale mimo to dołożę swoje.
Po pierwsze film jest całkiem zgrabną i zabawną grą z konwencjami i motywami różnymi, nie ma tam tego, czego lubię najbardziej w kinie czyli opowieści, więc do ulubionych filmów go nie zaliczę i drugi raz nie obejrzę pewnie nigdy, ale ma on cuś w sobie.
Jest dziwny, jest męczący, momentami drażni i wkurza, a raczej odpowiedniejszym słowem w tej recenzji byłoby, wkurwia, ale o to chodzi. Jest to nawet dla mnie nie tyle film, a kolaż poszczególnych scen czy raczej teledysków. Jest to gra z widzem, gra z jego oczekiwaniami i przyzwyczajeniami, także stereotypami.
Także intertekstualna gra pomiędzy twórcą a postaciami, pomiędzy filmem a literaturą, fikcją a rzeczywistością itd.
Żuławski idąc za książką Masłowskiej świetnie portretuje niektóre postacie i ten cały dresiarski świat czy raczej (pół)światek, ten wszechobecny popkulturowy kicz, tę galerię ciekawych acz przerysowanych postaci: Dresiarza, głupawej, plastikowej Panienki, przeintelektualizowanej i nadwrażliwej Gotki, obowiązkowo na czarno ubranej, wiersze piszącej i bzdury o złu tego świata pieprzącej (albo i z emo się Andżela kojarzy) czy z kolei grzecznej Dziewczynki, takiej Porządnisi że aż strach.
I tu pierwszy zarzut, świat ten, dialogi, język, choć jednocześnie genialnie przeniesiony z książki, do której to przez Masłowską przenieśiony był z reala w dużej części, jest na tyle absurdalny, na tyle nierealny, że wstawki z efektami specjalnymi, z tym walkami czy z tymi dziwacznymi, groteskowymi motywami powodują po pewnym czasie przesyt i są zwyczajnie niepotrzebne.
Autor chyba się przestraszył, że film oparty tylko na języku, tylko na grotesce w tej warstwie będzie nudny lub chciał też przyciągnąć czymś nastolatków typowych.
Dla mnie film oglądał się dobrze tak pierwsze 45 min, później mnie nudzić zaczynał i męczył. Ale połowa filmu genialna, groteskowa, zabawna, pełna takiej fantazji i brawury w sumie, nie jest to film na odprężający wieczór, jest to w pewien sposób jakieś wyzwanie.
Oczywiście słabością (a może siłą jego?) jest że nie istnieje on de facto bez książki, kto nie zna lub odrzucił ze wstrętem po 20 stronach powieść, ten się może wynudzić, zniesmaczyć, wyjść z kina itd (po jakichś 20,30 minutach dwie panie wyszły:), ale ja od początku stereotypowo i wręcz agizmem się wykazując dziwiłem się, co panie po 50-tce robiły na tym filmie).
Mnie "Wojna polsko-ruska" zachęciła w jakis sposób do sięgnięcia jeszcze raz do książki, znaczy mam taki zamiar, odświeżyć sobie ten świat i wgryźć się w niego.
Bo w Masłowską trzeba się wgryzać, nie jest tak, że się ją od razu kocha lub nienawidzi (tu Major się moim zdaniem kolejny raz myli, Masłowska ani jej książka nie są wcale tak kontrowersyjne, by tylko dwie te postawy wobec nich były możliwe).
Masłowska świetnie rozgryza i dekonstruuje język, bawi się polszczyzną, brawurowo, czasem dla konserwatystów zbyt brawurowo, ale po prostu jesli chodzi o jej zmysł obserwacyjny, "słuch", wyczucie i talent językowy i w ogóle stworzenie (acz na podstawie istniejących różnych języków) nowego języka, tym samym nowego świata, trzeba przyznać, że właściwie nie ma ona konkurencji w literaturze polskiej wspólczesnej
Zaletą filmu jest niewątpliwie Borys Szyc, po prostu rewelacyjny, gra świetnie, jest przekonujący, jest wkurwiający, jest odpychający w tym całym swoim prymitywizmie, dresiarstwie, wulgarności, jest idealnym Silnym:), w dodatku pewnie w niektórych scenach powoduje u płci pięknej (a i u homosiów vel gejów:)) jego widok przyjemne uczucia.
Sama Masłowska wypadła też całkiem ciekawie w filmie, choć właściwie nie gra, tylko jest, ale do koncepcji to pasuje.
No a film mnie zachwycił z jeszcze jednego powodu, smiałem się z 10 minut, jak coś zobaczyłem i usłyszałem:) Ciekawe co powiedziała Anja Orthodox? Aż wkleję pewną piosenkę:)
W kazdym razie Andżela rulez:) Szkoda, że fragmentu ze "Scarlett" nie ma w trailerach, ale trailer też zapodam:
P.S. Zarzucanie fimowi braku fabuły, sensowności czy klasycznej akcji dowodzi, że widz nie zrozumiał zamierzeń reżysera ni autorki "Wojny...", znaczy widz czasem rozmija się z twórcą, bywa, ale to niekoniecznie kogokolwiek wina, w tym reżysera, to raczej dowód, że nie każdy rodzaj sztuki jest dla każdego odbiorcy.
P.P.S. Ale tak sobię myślę, że ja to totalnie kiczowaty jestem, najpierw mi się "Lejdis" podobało, teraz "Wojna polsko-ruska",ciekawe co na to Defendo?
Podchodziłem do nowego filmu Quentina jak do jeża. Jeszcze bardziej zjeżył mnie Pietrasik, który w tiwi określił go jako wybitny. No ale żeby coś oceniać trzeba to poznać ...
Poszedłem do kina czego szczerze nienawidzę. Tych pieprzonych, ciągnących się reklam, łażących ludzi, mlaskania popcornem ...
Dałem się zaciągnąć i powiem szczerze, że nie żałuję. Rozczarowałem się mile.
Oczywiście do wybitności temu filmowi daleko, ale jak dla mnie Quentin popełnił jeden ewidentnie wybitny film - "Wściekłe Psy" ... łorewa.
"Inglorious Bastards" to naprawdę kawałek dobrego kina i wbrew temu co o tym filmie wypisywano, nie jest to orgia przemocy. Owszem są naturalistyczne sceny skalpowania nazistów, ale to detal. Naprawdę.
Siła filmu Tarantino jest znakomite aktorstwo i sprawne żonglowanie pastiszem i cytatami (dla jednych to będzie wada, a dla innych zaleta), ale to już norma u tego reżysera.
Jako pacholę nosiłem w sobie kult dla takich filmów jak "Parszywa 12" czy "Zloto dla zuchwałych". Donald Sutterland, Telly Savallas, a nade wszystko Charles Bronson to byli bohaterowie naszych podwórkowych strzelanin. W konwencję tych filmów (i wielu gorszych) wbija się Quentin ze swoimi "Bękartami".
Jest drużyna, jest zadanie, są postaci o konkretnym rysie. Komiks? Jak najbardziej, ale o to w tym wszystkim chodzi, bo czy straceńcy z "Dirty Dozen" nie byli jak bohaterowie Marvella?
Wspomiałem o aktorstwie. To jak dla mnie największy atut filmu. Znakomity Brad Pitt jako typowy amerykański redneck, wspaniała Diane Kruger w roli kobiety szpiega, czy w końcu absolutnie rewelacyjny Christoph Waltz jako SSman detektyw tropiący Żydów. No i naprawdę dobre role drugoplanowe. To aktorzy tworzą ten film, owszem szarżują ale konwencja to usprawiedliwia.
I co najważniejsze. Ni został mi po tym filmie niesmak, a tego oczekiwałem. To prawda historia jest idiotyczna, ale warto zobaczyć. Polecam...
Już pal szlag okoliczności, w jakich opuściłem Tekstowisko, chodź na upartego byłoby o czym rozmawiać.
Już pal cześć to, że jego założyciele zamienili... dobra, nieważne.
Ale ostatnie apele, listy otwarte sprawiają, że Tekstowisko staje się miejscem walki. Miejscem wyraziście określonym politycznie i światopoglądowo. Nie da się już, niestety powiedzieć, że Tekstowisko to tylko miejsce, w którym można spotkać fajnych ludzi, przekomarzać się, wymienić światopoglądem. Ostatnie listy otwarte, chuj wie zresztą jak je zwać, nie dają nadziei.
Przynajmniej dla mnie.
Nastąpiło mieszanie sensu istnienia instytucji z osobami stojącymi na ich czele. Widać to wyraźnie przy okazji IPN, czy CBA.
To była parszywa zima. Mróz jak cholera, a prezydent nie chciał podać się do dymisji. Na całe szczęście przyjechał z Polski prezydent Wałęsa. Przywiózł ze sobą grilla. Później przyjechał premier Belka, przywiózł trzy grille. To podgrzało atmosferę. Aktualnemu prezydentowi Rzeczpospolitej Polskiej nie wypadało jednak jechać do Kijowa z grillem. Ochroniarz prezydenta przewiózł przez granicę dodatkowe 10 sztuk. Fajny chłop z tego ochroniarza. A prezydent miał gest! Niektórzy mówią, że to jego żona.... Te kobiety!! To dla nich walczę!!!
Grill jest ważny, to prawda. Ale polityka to bagno. Zresztą coraz głębsze. To już nie te czasy, kiedy z wypiekami czekałem na relację ze spotkania Breżniewa z kimkolwiek. Boże! Jak on całował! Jakie miał eleganckie, ciepłe ubranie! Jak się człowiekowi od razu gorąco robiło! Dzisiaj to już nie to samo. Dlatego grill jest ważny. Widziałem te grille od polskiego prezydenta. Tak się złożyło, że zostały rozdzielone pomiędzy wyższych urzędników partyjno-państwowych, którzy wahali się w kwestii poparcia. To miały być języczki. Języczki u wagi, to znaczy te grille miały być. I to był dobry pomysł. Widać ci urzędnicy lubią z języczkiem, bo i uwagę skierowali tam gdzie trzeba. W swoim małym zakresie zorganizowali imprezy na daczach dla krewnych i znajomych. Niewielkie takie – maksimum tysiąc pięćset osób. A wszystko wokół prezydenckiego grilla. Ładny był. Z orłem i w ogóle. Ale nie było ptactwa, to grillowaliśmy ziemniaki.
Węgla u nas pod dostatkiem. Jest co wrzucić pod palenisko. Na palenisko też jest co włożyć. Ale ja przywiozłem konserwy z Ameryki. Dziwnie się nazywały: „Krakus”, czy jakoś tak. Wszyscy w Chicago mi je zachwalali. Wprawdzie jeden ze sprzedawców, dziwny akcent miał, taki twardy (może był z okolic Posen?), proponował kiełbaski „Dortmunder”, ale ja je spróbowałem. Dlatego kupiłem „Krakusa”. W ogóle lubię Polskę. Wszystko tu jest świeższe, takie nieprzetrawione.
Nie wiem, co Wit widzi dziwnego w nazywaniu konserwy „Krakus”? Przecież krakus naturalnie kojarzy się z konserwą. Podobnie też nie zgadzam się, ze zdaniem, że w Polsze wszystko jest świeższe. Że nie przetrawione, to i owszem, ale świeże z konserwy, to jest świeżość z muzeum. A co do przetrawienia, to po tej konserwie miałem wiatry. Nie widzę w tym nic pozytywnego.
Grillowanie to fajna rzecz. Stoisz przed samochodem, wyrywasz przednią część, zawieszasz na dwóch kijkach i masz na czym grillować. Sprowadzałem z Zachodu wiele bryk. Wiem, że najłatwiej grilla wyjąć z amerykańskich Cherokee. Gdyby mój pierwszy samochód – Żyguli miał też takie możliwości, nigdy bym amerykańskiego szajsu nie kupował. Ale zrobiłem to dla Mamusi. Ojciec – Skurwysyn zawsze się o to czepiał. Domagał się od Mamusi byśmy z Andrijem przywieźli mu jakiś czterokołowe cudo. Idiota. Grillowania dopiero od nas się nauczył!!
Ba! Bo przedtem, to na ognisku wszystko robił. A że walił przy tym gorzałę, albo zajmował się ruchaniem, to się wszystko przypalało. Teraz, na starość zaczął dostrzegać niuanse. Stoi i przewraca ziemniaki na ruszcie. Wpatruje się w pacyfkowy znaczek merola i pewnie myśli, że siedzi za kółkiem, bo się tak dziwnie gibie. Ale frajer auto opchnął, a zostawił sobie tylko kratkę. O czym to świadczy? Chyba tylko o tym, że u nas mercedesa kupią nawet bez osłony chłodnicy. W Polsce by marudzili.
Grillowanie to sztuka. Jestem mistrzem świata w boksie, więc wiem co to sztuka. Sztuka to przypierdolić komuś tak, by nie wstał. By zatrząsł się, oparł o liny, a później na nich się zsunął. Sztuką też jest wyrwać się z pewnych tradycji gotowania. Dlaczego kartoszki nada gotować, a nie smażyć?! To są dla mnie banały, prawdy oczywiste. Ale nie dla naszego Skurwysyna. Dla tej kanalii wybieramy z czarnoziemu kartofle i przygotowujemy na cherokee’m grillu niespodziankę pod hasłem „Kijowian Kartofel Fried”. Nie jemy tego, ale sieć naszych fast-jadłodajni jest uważana za wniebowziętą przez studentów i jurodiwych z pobliskiej cerkwii.
To był mój pomysł. Co prawda nada było sprowadzić tych szerokich sporo, bo sieć liczy sorok punktów. Ale opłaciło się. Kwestia była tylko w odpowiednio korzystnym ubezpieczeniu i zostawieniu samochodów w dobrym miejscu. Wszystkie poszły jednego dnia. Podobno to Polaczki je podprowadzili. Ukraińcy chętniej kupują w Polsze. A za odszkodowanie kupiliśmy ziemniaków. Poszły w tydzień. Za to co zarobiliśmy kupiliśmy ziemniaków i tak dalej. Przy piątej wymianie zabrakło ziemniaków na Ukrainie. Trzeba było pomyśleć o imporcie z Polski. Ale jak tak dalej pójdzie, czarno to widzę, bo okazuje się, że u sąsiadów kartofle są sprowadzane z Nowej Zelandii. A ja przypadkowo wiem, że na Nowej Zelandii rosną tylko kiwi, a kartoszki u nich iz Ukrainy...
Mamusia zażyczyła sobie na święto Wielkiej Paschy nasze grillowane ziemniaki. Skurwysyn był akurat na meczu klubowych drużyn hokejowych: LukasenkoBestTeam grało na wyjeździe z reprezentacją AntyPutinFederationOfIce. APFO musiało przegrać, bo LBT miało lepsze znajomości w kancelarii byłego prezydenta. Oni wbrew modom białoruskim jednak nie interesowali się hokejem na lodzie. Dlatego oddelegowali jakiegoś prawnika z Trybunału Konstytucyjnego. Na Ukrainie najlepiej zarabiają sędziowie. A hokej lubią, bo tam też jest ślisko. A Mamusi ziemniaki smakowały.
Ja nie lubię hokeja, chociaż lubię jak jest ślisko. Ale hokej to sport brutalny. Jak oglądam hokej, to zawsze płaczę. Dlatego, choć Mama nic nie mówiła, to wiedziałem, że kartofelki były trochę przesolone, bo zrosiłem je ślozami swemi.
Nie jestem antyrosyjski. Wołga to мaть родная! Jej brzegi są żyzne, kartoszka tam sama rośnie, a przyszłe kiełbaski beztrosko się wypasają. Tylko, że oni nie potrafią żarcia odpowiednio przygotować! Uważam, że sposób przygotowywania ziemniaka na talerz jest syndromem postępu cywilizacyjnego. Dlatego nie boję się potęgi chińskiej. Zresztą walczyłem kiedyś z Chińczykiem. Nie ma o czym wspominać. Ten kto nie wie, co to ruszt, a na nim mięso, ryba i kartoszki, nigdy niczego wielkiego nie dokona.
Ja z chińczykiem też walczyłem. Ale nie z tym samym. Z innym Chińczykiem. Ale może i to był ten sam? Oni wszyscy wyglądają tak samo...
W pierwszej rundzie walnął mnie w jaja. Nie lubię tego, chociaż żeby oddać sprawiedliwość, on nie sięgał wyżej, więc walnął mnie w przyrodzenie. W jego wykonaniu cios poniżej pasa musiałby przypominac kopanie po kostkach. Zasmucił mnie, więc walnąłem go pięścią z góry, tak, jak uderza się w stół, mówiąc: „dość! chwacit!”. No on chyba zrozumiał, bo jak po godzinie odzyskał przytomność, to wstał i się ładnie ukłonił (wtedy upadł znowu) i wyszeptał:
sie sie ni... ha! sej dzen... sifu.
Nie wiem o co mu z tym „sifu” chodziło, ale to jakiś syf był rzeczywiście, kto to widział, żeby dorosły facet zaplatał sobie warkoczyki.
Grillowanie odpręża. Dym oczyszcza jak kadzidło, a kopalnie mogą zanotować większe wydobycie węgla. Tylko, do cholery, za często zdarzają się kradzieże! W Polsce giną boczne lusterka od samochodów, a u nas grille. Na pewno my bocznych lusterek Polakom nie kradniemy, ale oni grille – tak. Jestem tego pewien. U nich grillowanie jest masowe. Ludzie grillują na balkonach, podwórkach i przy wielkich arteriach. Dlatego wiem, że gdy już niedługo Ukraina zostanie królową narodów w Europie, to Polska będzie księżniczką. Tylko niech zaczną kraść grille na Zachodzie. Sobaki!
Mnie się wydaje, że to złodzieje samochodów. Zabierają nam te grille na części do jeepów. Jeep ich mat'! Ale ile by w Polsze grillów nie postawili i tak nie zrozumieją o co w tym chodzi. Oni potrafią na kratkę wrzucić wszystko, a głównie padlinę. Taką paczkowaną z hipermarketu. Nie przeszkadza im, że po zdjęciu folii co druga kiełbaska ucieka w sobie tylko znanym kierunku, dla załatwienia niejasnych interesów. Zaś ta co pierwsza, nie ucieka tylko dlatego, że zapomniano w nią wcielić kiełbaskę i składa się z samych przypraw. A ziemniaki nie uciekają. Buraki nie uciekają, marchewka też nie. Ale taka kapusta nie smakuje najlepiej.
No i „Krakus”. Ale w Polsce nie dostanie się takiego „Krakusa” jak w juesej. Chociaż może? Może być, że w kieleckiem się dostanie, bo tam straszne wiatry...
Przez dwa, trzy dni mogą nastąpić problemy z prawidłowym odbiorem Maddogowa. Będzie to spowodowane moimi zabawami z nowymi szablonami Blogspotowymi, które jak to każdy wodotrysk są nieprzewidywalne. Czuj duch i o wyrozumiałość proszę:-)
Jola broni pałacu
-
Ważą się losy Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Z jednej strony zgodnym
chórem za jego zburzeniem opowiadają się Radosław Sikorski i Władysław
Stasiak, a...
Patriotyzm
-
Być najlepszy w swojej dziedzinie. Wierzyć w innych Polaków - że kierują się
dobrymi intencjami. Lubić swoich sąsiadów; i Niemców i Rosjan. Starać się
coś ...
Co oni mogą zrobić?
-
Mam w pracy kolegę, który gorąco sympatyzuje z poglądami Jarosława Lipszyca
na prawo autorskie. Zresztą, mam ich w pracy więcej, dlatego te poglądy
regula...
Dlaczego Kołakowski nie był filozofem?
-
Otóż Leszek Kołakowski nie był filozofem, albowiem w przeciwieństwie do
Tatarkiewicza i Kotarbińskiego, zajmował się historią filozofii, w
przeciwieńs...
Niech żyje globalizacja!
-
Lub wolny rynek, jak kto woli.
W świecie, w którym mix staje się normą, a covery przyjmowane są jako
nowiutkie utwory, do tego musiało dojść.
Nie inaczej ...
Odcinek 85 – Komisja wysokiego wyczynu
-
Ściągnij osiemdziesiąty piąty odcinek Nowy trener – selekcjoner, jego brat i
akwarium. Kosowski tak, Smolarek nie. Kombinacje Boenischa. Teorie
nadtrenera ...
Krakowskim sądem
-
zostało uznane, że w Polsce, a co najmniej w Małopolsce, psy stały się
zwierzętami rzeźnymi! Można je zabijać w celu zjedzenia, przetopienia na
pyszne i zd...
Jak sobie radzi Sęp Rob z kolegą Kazkiem Jr?
-
No nieżle sobie chłopaki radzą!
Zerknijcie na Enklawę Magii:
*ENKLAWA MAGII*
i przeczytajcie entuzjastyczną recenzję Michała "cedricka" Stonawskiego,
zakońc...